Ucząc się na własnych błędach – wolność finansowa i moja droga
W tym wpisie chcę podzielić się z Wami moją osobistą historią dotyczącą finansów osobistych. Dawno temu, kiedy zaczynałem swoją zawodową drogę, moja wiedza na temat zarządzania pieniędzmi była praktycznie zerowa. Popełniłem wiele błędów, które doprowadziły mnie do poważnych problemów finansowych, ale z czasem udało mi się z nich wyjść. Mam nadzieję, że moja opowieść będzie dla Ciebie inspiracją i przestrogą.
Pierwsza praca i błędna decyzja finansowa
Wszystko zaczęło się, gdy dostałem swoją pierwszą pracę. Na konto zaczęło regularnie wpływać wynagrodzenie, a ja – młody, ambitny i bez doświadczenia – marzyłem o jednym: własnym samochodzie. Dojeżdżałem ponad 20 km do pracy, więc posiadanie auta wydawało się logiczne. Dodatkowo, kilku znajomych właśnie kupiło swoje pojazdy. Nie chciałem być gorszy – postanowiłem, że też kupię samochód. Po wielu godzinach przeszukiwania Internetu i czytania opinii zdecydowałem się na 4-letniego Seata Leona I generacji. Niestety, nie posiadałem żadnych oszczędności, więc wziąłem kredyt gotówkowy.
Rzeczywistość kredytowa – pierwszy zimny prysznic
W chwili brania kredytu nie myślałem o przyszłych opłatach, konsekwencjach. W głowie miałem tylko auto. Ale już miesiąc po zakupie samochodu przyszła pierwsza refleksja – rata kredytu pochłaniała 50% mojego wynagrodzenia. Kiedy doliczyłem paliwo, telefon i udział w opłatach za mieszkanie, łączne koszty stałe sięgały aż 82% dochodu!
Pozostałe 18% ledwo wystarczało na drobne przyjemności. Nie miałem żadnych oszczędności. Wpadłem w pułapkę życia „od wypłaty do wypłaty”, bez buforu bezpieczeństwa i perspektyw. Tak wyglądał podział kosztów:

Karta kredytowa – pozorna ulga, realne problemy
W desperacji sięgnąłem po najprostsze rozwiązanie – kartę kredytową. Na początku poczułem ulgę – więcej środków oznaczało swobodę. Niestety, szybko doszły dodatkowe wydatki i zanim się zorientowałem, musiałem spłacać nie tylko kredyt samochodowy, ale i rosnące zadłużenie na karcie. Pojawiły się kolejne konsolidacje kredytów, a z nich korzystały głównie banki. Na szczęście nie zdecydowałem się na chwilówki, które mogłyby mnie pogrążyć jeszcze bardziej.
Punkt zwrotny – pierwszy krok ku lepszym finansom
Minęło 5 lat odkąd wziąłem kredyt na samochód i uświadomiłem sobie, że miesiąc, w którym dokonywałem wpłaty powinien być już tym ostatnim w oryginalnym harmonogramie spłat. Powinienem mieć w tym momencie auto i spłacony kredyt. A co miałem? Auto jak najbardziej, ale kwota długu jeszcze bardziej wzrosła! Postanowiłem, że dłużej tak nie mogę funkcjonować. Moje myśli krążyły tylko wokół pieniędzy i jak wytrzymać do końca miesiąca. Przeglądając Internet trafiłem na reklamę książki „Jak z bankruta stać się milionerem” autorstwa dr. Wojciecha Chmielewskiego. Zaintrygowała mnie – przeczytałem recenzję i ją zamówiłem. Myślałem, że informacje zawarte w książce będą lekarstwem na moje problemy. Poniekąd tak – książkę przyjemnie się czytało, ale co najważniejsze, dowiedziałem się i nauczyłem podstaw w jaki sposób zacząć polepszać swoją sytuację finansową.

Zacząłem wdrażać zmiany, które okazały się przełomowe:
1. Wydłużyłem okres kredytowania i obniżyłem ratę
Dzięki temu zyskałem więcej wolnych środków, które odkładałem na konto oszczędnościowe zamiast wydawać.
2. Zniszczyłem kartę kredytową
Spłaciłem dług i symbolicznie pożegnałem się z plastikiem.
3. Awansowałem i zwiększyłem dochody
Lepsze stanowisko umożliwiło mi nadpłacanie kredytu i przyspieszenie spłaty zadłużenia.
4. Zacząłem śledzić swoje wydatki
Prowadziłem prosty arkusz Excel i analizowałem, gdzie mogę ciąć koszty. Zrezygnowałem z niepotrzebnych wydatków jak jedzenie na mieście czy spontaniczne zakupy. Tutaj o tym pisałem.
Wnioski – wolność finansowa jest możliwa
Wszelkie ruchy, które wykonałem w celu poprawy finansów mogę uznać za skuteczne. Udało mi się spłacić wszystkie zobowiązania, jednocześnie nie generując nowych. Od kilkunastu lat odkładam systematycznie oszczędności i skrupulatnie zarządzam własnym budżetem. Cieszę się, że pozbyłem się kajdanów długów.
Na koniec, nawiązując jeszcze do wymienionej wcześniej książki, która de facto była pierwszym moim „poradnikiem”. Jeżeli jesteś zainteresowany przeczytaniem jej to jak najbardziej polecam, chociaż chciałbym zaznaczyć, że nie jest ona przepisem na gwarantowany sukces finansowy. Książka może stać się dla Ciebie przewodnikiem, dać Ci dużo wskazówek, pomóc w osiągnięciu celu / celów, ale tak naprawdę wszystko zależy od Ciebie i od Twojej determinacji. Ja mogę osobiście potwierdzić, że udało mi się pokonać niewidzialnego, finansowego wroga. Możesz ją znaleźć m.in. na empik.pl
PS. W poście tym nie występuje reklama książki. Przytoczyłem ją, ponieważ przeczytanie jej dało mi bodziec do działania i dzięki niej nauczyłem się podstaw.
